"Sorry, tak wyszło!", czyli odpowiedź na dzisiejszy felieton Krzysztofa Vargi w Dużym Formacie

Do zobaczenia na Famie, Panie kapitanie!
Do zobaczenia na Famie, Panie kapitanie!
1.08.2013 roku mija 69 lat od wybuchu Powstania warszawskiego. Mówią dzisiaj o tym wszyscy i również ja chciałam o tym pomówić – o mitologiach, historii, dyskusjach, pamięci. Nie będę jednak o tym pisać, ponieważ dzisiejszy dzień stał się moim wyjątkowym, osobistym (proszę mi tę przesadę wybaczyć) powstaniem warszawskim, a może raczej osobistą krucjatą przeciwko mnie wytoczoną przez Krzysztofa Vargę na 3 stronie Dużego Formatu, dodatku Gazety Wyborczej.

Kiedy o 8:43 moja dobra koleżanka Monika Błaszczak napisała do mnie: „Varga o tobie w DF” przeszedł mnie dreszcz niepokoju.

Krzysztof Varga na stronie Dużego Formatu poświęcił mi 9 obszernych akapitów.



Felieton dotyczy bezpośrednio mojego zabawnego wpisu na blogu Natemat.pl pt. TOP 10 najseksowniejszych pisarek i pisarzy. Tytuł oczywiście populistyczny, jak i „treść” samego wpisu, który na chwilę obecną zarobił 720 lajków, za co dziękuję, miał być żartem, zabawą, a nadużycie jakie popełniłam miało wywołać dyskusję, co najwyraźniej udało mi się uzyskać, jak udowadnia autor felietonu Gazety Wyborczej. Uważam, że Pan Varga (którego niezmiernie cenię jako pisarza, szczególnie jego książkę „Chłopaki nie płaczą”, którą mogę czytać w nieskończoność) pomylił się (nie chcę mówić nie zrozumiał, bo zrozumiał jak można przeczytać), pomylił się straszliwie, bez dystansu wziął na warsztat temat, rozumiem, że trudny i zawiły, a jednak przecież, jak myślałam, oczywisty dla takiego autora jak Varga.

Myślałam również do tej pory, że pisarz o takim talencie nie zajmuje się czytaniem, pożal się boże, artykulików narwanej nastolaty, która wierzy w literaturę i liczy na to, że może, kiedy Kasia Tusk zerknie na takie zestawienie, przeczyta książkę któregoś z autorów albo chociaż do niej zajrzy. Staram się w to naiwnie wierzyć, dlatego myślę, że młodych autorów należy PROMOWAĆ w każdy sposób, bo literatura powinna zyskiwać więcej odbiorców, bo jest wspaniałym, bajkowym elementem wprowadzanym do rzeczywistości.

Varga zaczyna swój artykuł: „(…) literatura z zasady jest rzeczą nudną i trudną, trzeba znaleźć jakiś nowy klucz do pisania o niej”. Zgadzam się. Trzeba szukać kluczy, nowych rozwiązań, ale tak jak napisałam, jeżeli ktokolwiek, kto zobaczył to moje populistyczne ścierwo i zauważy książkę Marty Syrwid w księgarni, bo „coś-mu-się-tam-przypomni-że-gdzieś-to-widział” - ucieszę się. Moim celem nie było przedstawienie rankingu najlepiej zarabiających pisarzy, najbardziej bezczelnych pisarzy, najbardziej zdolnych, choć może, jak Pan sugeruje, taki miałby bardziej sens. Moim celem nie było również ocenianie fizjonomii Przemka Witkowskiego, który jak sam napisał: „Hejtowanie przez Krzysztofa Vargę to nobilitacja. Mi poświęcił dwa teksty, w jednym wyraźnie sugerując, że umrę”. Czy to znaczy, że Pan „autorytet” Varga nas upupia, a może jest Davidem Harkleyem i przepowiada nam, młodej gwardii wielki upadek?

Następnie pada: „My jesteśmy przeciwko zatęchłym swetrom polonistyki, my jesteśmy za pupą”. No to siup, no to Gombrowicz. „Jakaś tam Panna Marciniak” jak to Pan zgrabnie ujął, nie próbuje ustalać wektoru przyszłych debat o literaturze. Poza tym, debaty o literaturze? Według mnie literatura powinna być egalitarna, wspólna, a takie rankingi mają być smutnym żartem i o to chodziło mi, gdy pisałam o „swetrach polonistyki”. Rozumiem, że mogło to uderzyć w studentów i byłych studentów polonistyki, za co szczerze przepraszam.

Potem autor sugeruje, że moja myśl była prosta (znowu brak umiejętności uchwycenia ironii, co przecież tak mnie dziwi i przeraża), bo ciało piękne stanie się i tak ciałem martwym, jak błyskotliwie zauważa Pan Krzysztof. Polecam fragment mojej prozy, która niedawno ukazała się w magazynie Lampa, gdzie szerzej rozpisuję się na temat ziemi, nad zimnym ciałem oraz nad zmianą ciała w alkohol i odwrotnie. Też dysponuję smutną refleksją, polską depresją, wielką i długą jak Wisełka nasza. Memento mori przyswojone.

Dalej następuje feria uniesień Krzysztofa Vargi, odniesienia do tekstu Jakuba Nocha na Natemat.pl, smutek reklam kolonii odchudzających, rozpacz nad kondycją literatury polskiej, jej infantylizmem, następuje smutek generalny, smutek ostateczny i muszę powiedzieć, że ja gdzieś ten smutek podzielam.

Jeszcze raz, teraz już na serio – czytałam książki „najseksowniejszych literatów współczesnych” i uważam, że nie są seksowni w warstwie jedynie wizualnej, ale i w warstwie wewnętrznej. Uważam, że świetnie piszą, są błyskotliwi, bezczelni, dysponują jakąś osobowością, coś ich interesuje. Wierzę, że należy ich czytać, że czytanie książek, które wyszły spod ich pióra jest sensowne (seksowne, hehe?), bo wzbogaca wewnętrznie, intelektualnie, co tam chcecie.

Jeszcze raz, przepraszam czytelników za tę prywatę, ale może i Wy, drodzy czytelnicy, potrzebowaliście takiego tłumaczenia ode mnie. W końcu to dla Was to wszystko powstaje.

A Panu Vardze dedykuję piosenkę i jeszcze raz – „Sorry, tak wyszło”



Z pozdrowieniami!
Trwa ładowanie komentarzy...